22 września 2021

Bronią „mafii St. Gallen” jest synodalność? Dziedzictwo kardynała Martiniego

(fot. Wikipedia)

Bronią mafii St. Gallen jest synodalność – pisze Julia Meloni, autorka książki zatytułowanej: „The St. Gallen Mafia.” Nawiązując do biografa abp. Mediolanu,  Carlo Maria Martiniego,  zwraca uwagę na jego „marzenie” o Kościele synodalnym.

Jak wspominał kardynał Martini w filmie dokumentalnym „Vedete, Sono Uno di Voi”, tylko marzenia czynią rzeczywistość znośną. „Marzeniem Martiniego jako chłopca było poświęcenie się studiowaniu Pisma Świętego. Wyrósł na szanowanego biblistę – do czasu, gdy papież Jan Paweł II wyrwał nieśmiałego jezuitę ze swoich książek, aby został nowym arcybiskupem Mediolanu. Właśnie wtedy porwało go drugie marzenie. W 1981 r. – zauważa biograf Marco Garzonio – Martini zaczął mówić o kościele synodalnym, kategoryzując ten cel jako marzenie. Według Garzonio, było to marzenie, ponieważ jako realista, a także rozważny jezuita, rozumiał, że jego argumenty nie będą mile widziane pośród przywódców” – pisze Meloni.

Autorka dodaje, że  chociaż Martini przedstawiał swoje pomysły jako odległy cel do realizacji, „to napięcie między marzeniami a rzeczywistością dręczyło go aż do 1999 roku, gdy nie mógł już dłużej czekać. Bo Martini — książkowy biblista — miał sekret. Od połowy lat 90. kierował mafią St. Gallen. Była to potajemna grupa wysoko postawionych duchownych, przeciwnych ówczesnemu kardynałowi Josephowi Ratzingerowi. Ci ludzie opowiadali się za decentralizacją i zrewolucjonizowaniem Kościoła – i, jak mówi się, początkowo chcieli, aby Martini został papieżem” – czytamy.

Wesprzyj nas już teraz!

W styczniu 1999 r. – jak wynika z autoryzowanej biografii członka mafii kard. Godfrieda Danneelsa – Martini miał podzielić się nową wizją. Chciał zwołania nowego soboru. Wspominał m.in. w rozmowie z Aldo Maria Vallim, że czas Soboru Watykańskiego II był dla niego najwspanialszym okresem w życiu (Valli, Storia di un Uomo: Ritratto di Carlo Maria Martini).

Później w tym samym roku, na synodzie w Europie, Martini podzielił się wersją tego „marzenia”. „Przywołując pamięć Soboru Watykańskiego II, mówił o przyszłych „kolegialnych i autorytatywnych konsultacjach wśród wszystkich biskupów”. Następnie wymienił „kluczowe kwestie”, którymi należy się zająć kolegialnie, od „seksualności” po „deficyt… wyświęcanych kapłanów”” – zauważa Meloni.

Sugestie te podchwyciła włoska prasa, sugerując, że Martini chce „nowego soboru.” On sam miał nigdy nie użyć takiego sformułowania, a watykanista John Allen, Jr. związany z  portalem cruxnow.com twierdzi, że Martini raczej mówił o „nowym instrumencie, czymś pomiędzy synodem a soborem”.

Według Garzonio w głosie Martiniego była nuta „goryczy i rozczarowania,” ponieważ u progu nowego tysiąclecia, jego marzenie pozostało niezrealizowane.

W 2002 r. jezuita przyznał, że jest chory na Parkinsona i przeszedł na emeryturę. Trzy lata później został wybrany papież Benedykt XVI . W 2006 r. „mafia z St. Gallen” miała się rozpaść. Sam Martini zmarł w 2012 roku. I wtedy zaczęło się déjà vu.

Meloni wskazuje, że „kiedy kard. Martini mówił o skupieniu się na soborach i synodach, wiedział, jak długo i trudno trzeba będzie zmierzać w tym kierunku.”  Jednak stopniowo czyniono postępy. „W październiku 2013 roku nowy papież Franciszek opowiadał dziennikarzowi Eugenio Scalfariemu o swoich planach skopiowania skupienia Martiniego na soborach i synodach”. Wkrótce papież Franciszek ogłosił synod w sprawie rodziny – i nakłonił członka St. Gallen, kardynała Waltera Kaspera, aby wygłosił przemówienie dotyczące ustalenia porządku obrad na kluczowym konsystorzu. Tematem krucjaty Kaspera była Komunia św. dla rozwiedzionych żyjących ponownie w cywilnych związkach, co kard. Ratzinger formalnie potępił za pośrednictwem Kongregacji Doktryny Wiary w 1994 roku.” – czytamy.

Autorka dodaje, że niesamowite było to, iż w 2009 roku Martini sam powiedział Scalfariemu, że jego marzeniem było przede wszystkim zorganizowanie soboru ds. rozwiedzionych (Scalfari, Il Dio Unico e la Società Moderna, s. 21). „Manewr synodalny otwarcia pontyfikatu Franciszka został zapowiedziany na wiele lat przez inny wywiad ze Scalfarim. W 2015 r. watykanista Sandro Magister rozpoczął dekodowanie przemówienia o marzeniu Martiniego z 1999 r. jako planu pontyfikatu Franciszka. Dostrzegając niesamowitą symetrię między starą listą życzeń Martiniego a synodami Franciszka, Magister dokładnie przewidział, że następny synod po synodzie rodziny będzie dotyczył wyświęcania żonatych mężczyzn. Tymczasem w 2016 r. watykanista Edward Pentin – autor kluczowej książki o zmanipulowaniu pierwszego synodu papieża Franciszka – opublikował raport podkreślający obawy dotyczące wywrotowego potencjału synodalności. Jak ujął to Pentin: [Niektórzy] obawiają się, że [synodalność] zasadniczo „protestantyzuje” Kościół, przekształcając go w quasi-demokratyczną republikę, a nie w monarchię papieską, która chroni i broni doktryny Kościoła. Jeden z obserwatorów Kościoła, ekspert w dziedzinie eklezjologii uważa nawet, że ​​synodalność, ma konotacje trockistowskie („stała synodalność” jest synonimem „permanentnej rewolucji”). Kardynał Carlo Martini miał bowiem nadzieję na „rodzaj stałego soboru regentów dla Kościoła, obok papieża”. Był także jednym z pierwszych duchownych, który zaproponował model Kościoła „synodalnego”, w którym nie ma już miejsca dla papieża rządzącego jak monarcha absolutny.”

Meloni cytuje dalej Penina, wskazując, że ​​zbliżający się „synod o synodalności” nie jest tylko samoreferencyjnym ćwiczeniem biurokratycznym. „Biorąc pod uwagę napięcia i zawziętość związane z ostatnimi synodami, a zwłaszcza trwającą w Niemczech narodową Drogę Synodalną, która zdaniem krytyków może doprowadzić Kościół w tym kraju do schizmy, rośnie obawa przed jednoczesnymi skutkami tego rodzaju rządzenia i możliwością jego wykorzystania do wprowadzenia heterodoksji do Kościoła” — zauważa Pentin.

Oficjalny dokument przygotowawczy w niewielkim stopniu łagodzi te obawy, wspominając „synod”, czy „synodalność” ponad sześćdziesiąt pięć razy. Wydaje się on koncentrować na koncepcji Martiniego. W szczególności Vademecum nawiązuje do „podróży synodalnej” w Niemczech i nie potępia „potencjalnie schizmatyckiej energii”, raczej wzywa kraj do „twórczego wyartykułowania tego, co się dzieje podczas trwających już procesów synodalnych”.

Dokument przygotowawczy sugeruje ponadto, by być „otwartym na niespodzianki, które Duch z pewnością dla nas przygotuje.” Meloni dostrzega w tym déjà vu „nocnych rozmów” Martiniego, który mówił o byciu „otwartym na niespodzianki Ducha Świętego.”

Autorka komentuje, że „synod o synodalności” będzie kolejną bitwą o wyrwanie się ze snu, który nie chce odejść. Dodaje, że „synod to broń mafii St. Gallen,” która aprobuje niemiecką drogę do schizmy. Autorka obawia się spełnienia marzenia Martiniego.

W maju tego roku Pentin w artykule zatytułowanym „Stały Kościół Synodalny — „marzenie” postępowego kardynała jezuickiego się spełniło,” komentował, że ogłoszenie wszczęcia dwuletniego procesu synodalnego na temat synodalności wydaje się odzwierciedlać idee kard. Carlo Marii Martiniego, który postrzegał synodalność jako narzędzie do kwestionowania nauczania Kościoła.

Były kardynał-arcybiskup Mediolanu, ulubieniec zwolenników postępowych reform w Kościele, wyobrażał sobie „stały Kościół synodalny”, w którym idea kolegialnego zarządzania wprowadzona na Soborze Watykańskim II, mogłaby być lepiej realizowana.

Martini wskazując na potrzebę „stałych synodów” liczył, że uda się zająć kwestiami „braku wyświęconych duchownych, rolą kobiety w społeczeństwie i w Kościele, dyscypliną małżeńską, katolicką wizją seksualności, praktykę pokutną, relacjami z siostrzanymi kościołami prawosławnymi i ogólną potrzebą ożywienia nadziei ekumenicznych, relacji między demokracją a wartościami oraz między prawem cywilnym a prawem moralnym”.

W 2004 r. powiedział, że widzi także Synod Biskupów jako ważny element mniej scentralizowanej formy zarządzania Kościołem.

Zamiast argumentować za zwołaniem Soboru Watykańskiego III, wierzył, że lepszym rozwiązaniem w celu wdrożenia kolegialnego zarządzania będzie „stały Kościół synodalny.”

Kardynał Carlo Maria Martini zmarł w Varese w północnych Włoszech 31 sierpnia 2012 r. w wieku 85 lat. 8 sierpnia udzielił ostatniego wywiadu swojemu koledze jezuicie, o. George Sporschillowi, z którym współpracował przy książce „Nocturnal Conversations in Jerusalem”, oraz włoskiej przyjaciółce Federice Radice Fossati. Radice powiedziała włoskim mediom, że Martini przeczytał i zatwierdził tekst wywiadu, uznając go za swego rodzaju „testament duchowy”, który zostanie opublikowany po jego śmierci.

Wywiad ukazał się w gazecie „Corriere della Sera.”

Kardynał Martini zapytany o to, jak postrzega sytuację Kościoła stwierdził, że „Kościół jest już zmęczony dobrobytem w Europie i w Ameryce.” – Nasza kultura się zestarzała, nasze kościoły i nasze domy zakonne są wielkie i puste. Biurokratyczny aparat kościoła rośnie. Nasze obrzędy i nasze ubiory są pompatyczne. Czy jednak te rzeczy wyrażają to, czym jesteśmy dzisiaj? …Mamy dobre samopoczucie. Jesteśmy jak bogaty młodzieniec, który odszedł smutny, gdy Jezus powołał go na swojego ucznia. Wiem, że nie możemy odpuścić wszystkiego łatwo. Przynajmniej jednak możemy szukać ludzi wolnych i najbliższych bliźniemu jak arcybiskup Romero i jezuiccy męczennicy z Salwadoru. Gdzie są wśród nas bohaterowie, którzy mogą nas zainspirować? W żadnym wypadku nie musimy ich ograniczać granicami instytucji.

Kardynał nawiązał do beatyfikowanego przez papieża Franciszka kapłana, oddanego marksistowskiej „teologii wyzwolenia,” potępionej przez Kościół. W skrystalizowaniu podstawowych założeń tej „teologii” istotną rolę odegrały trzy konferencje latynoamerykańskie. Był to Kongres Protestancki Ameryki Łacińskiej, który odbył się w 1949 r. w Buenos Aires, pierwsza konferencja episkopatu Ameryki Łacińskiej z 1955 roku i co najważniejsze druga konferencja episkopatu Ameryki Łacińskiej, która odbyła się w 1968 r. w Medellin. Podczas tego ostatniego spotkania, tzw. reformatorzy poszukiwali „nowych dróg działania” kleru i „odmiennej organizacji Kościoła” w następstwie postanowień Soboru Watykańskiego II. 

 

W 1979 r. papież Jan Paweł II wyraźnie potępił teologię wyzwolenia, mówiąc: „Ta koncepcja Chrystusa jako polityka, rewolucjonisty, jako wywrotowca z Nazaretu, nie zgadza się z nauczaniem Kościoła.”

Oficjalne stanowisko Kościoła w tej kwestii zostało zawarte w „Instrukcji o niektórych aspektach teologii wyzwolenia” z 1984 r., gdzie Kongregacja Nauki Wiary wskazuje, iż teologia wyzwolenia – nawiązując do marksizmu i akceptując walkę klas – prowadzi do społeczeństwa opierającego się na przemocy, co wiedzie z kolei do totalitaryzmu. Dokument ten, potępiając marksizm w każdym aspekcie, podkreśla, że niemożliwe jest pogodzenie wszelkich nurtów odwołujących się do jakichkolwiek założeń marksizmu z chrześcijańską wizją człowieka i społeczeństwa.

Dwa lata później ukazał się drugi dokument Kongregacji: „Instrukcja o chrześcijańskiej wolności i wyzwoleniu,” w którym zwrócono uwagę na różne nurty teologii wyzwolenia i nieco złagodzono pierwotną ocenę tej ideologii.

Benedykt XVI w 2009 r., zwracając się do brazylijskich biskupów, przywoływał jednak dokument z 1984 r., prosząc hierarchów, by się z nim zapoznali i nie dali się zwieść złudnym wpływom teologii wyzwolenia.

Dalej w wywiadzie na pytanie, kto może dziś pomóc Kościołowi, kard. Martini odparł: – Ojciec Karl Rahner często używał wizerunku żaru ukrytego pod popiołem (…) Jak możemy uwolnić żar z popiołu, aby ożywić ogień miłości? Po pierwsze, musimy poszukać tego żaru. Gdzie są osoby pełne hojności, jak dobry Samarytanin? Kto ma wiarę jak rzymski setnik? Kto jest tak entuzjastyczny jak Jan Chrzciciel? Kto odważy się na nowe, jak Paweł? Kto jest tak wierny jak Maria Magdalena? Radzę papieżowi i biskupom poszukać dwunastu osób poza kryteriami na stanowiska administracyjne, ludzi bliskich najbiedniejszym, otoczonych młodymi ludzi, którzy próbują nowych rzeczy. Musimy być z ludźmi, którzy płoną w taki sposób, aby Duch mógł rozprzestrzeniać się wszędzie.

Dopytywany o narzędzia, przy pomocy których będzie można przeciwdziałać „wyczerpaniu Kościoła”, duchowny odparł: – Polecam trzy bardzo mocne [narzędzia]. Pierwszym jest nawrócenie. Kościół musi rozpoznać swoje błędy i podążać radykalną drogą przemian, poczynając od papieża i biskupów. Skandale dotyczące pedofilii zmuszają nas do obrania drogi nawrócenia. Przykładem są pytania o seksualność i wszystkie tematy związane z ciałem. Są one ważne dla wszystkich, czasem może zbyt ważne. Musimy zadać sobie pytanie, czy ludzie nadal słuchają rad Kościoła w sprawach seksualnych? Czy Kościół nadal jest autorytatywnym odniesieniem w tej dziedzinie, czy po prostu karykaturą w mediach?

Drugim jest Słowo Boże. Vaticanum II zwróciło Biblię katolikom. Tylko ci, którzy dostrzegają to Słowo w swoim sercu, mogą należeć do tych, którzy przyczynią się do odnowy Kościoła i którzy będą umieli odpowiedzieć na osobiste pytania właściwym wyborem. Słowo Boże jest proste i szuka jako swego towarzysza serca, które słucha. … Ani duchowieństwo, ani prawo kościelne nie mogą zastąpić życia wewnętrznego osoby ludzkiej. Wszystkie zewnętrzne reguły, prawa, dogmaty są po to, aby wyjaśnić ten wewnętrzny głos i rozeznać duchy.

Dla kogo są sakramenty? To trzecie narzędzie uleczenia. Sakramenty nie są narzędziem dyscypliny, ale pomocą dla ludzi w ich drodze i w słabościach ich życia. Czy niesiemy sakramenty ludziom, którzy potrzebują nowych sił? Myślę o wszystkich rozwiedzionych i ponownie zamężnych parach, o poszerzonych rodzinach. Potrzebują specjalnej ochrony. Kościół podtrzymuje nierozerwalność małżeństwa. To łaska, gdy małżeństwo i rodzina się udają…

Postawa, jaką mamy wobec rodzin poszerzonych, determinuje zdolność Kościoła do bycia blisko swoich dzieci. Na przykład kobieta zostaje porzucona przez męża i znajduje nowego towarzysza, który opiekuje się nią i trójką jej dzieci. Ta druga miłość się udaje. Jeśli ta rodzina jest dyskryminowana, odcina się nie tylko matkę [od Kościoła], ale także jej dzieci. Jeśli rodzice czują, że są poza Kościołem i nie czują jego wsparcia, Kościół straci przyszłe pokolenie.

Przed Komunią modlimy się: „Panie, nie jestem godzien…” Wiemy, że nie jesteśmy godni… Miłość jest łaską. Miłość jest darem. Powinno się zadać pytanie, czy osoby rozwiedzione mogą przystąpić do Komunii? W jaki sposób Kościół może dotrzeć do osób, które mają skomplikowaną sytuację rodzinną, niosąc im pomoc mocą sakramentów? – pytał.

I dalej dodał, że „Kościół jest o 200 lat zapóźniony.” – Dlaczego nie idzie naprzód? Czy się boimy? Czy to raczej strach niż odwaga? W każdym razie podstawą Kościoła jest wiara. Wiara, zaufanie, odwaga. Jestem stary i chory, i polegam na pomocy innych. Dobrzy ludzie wokół mnie sprawiają, że czuję ich miłość. Ta miłość jest silniejsza niż uczucie nieufności, które co jakiś czas odczuwam w stosunku do Kościoła w Europie. Tylko miłość pokonuje wyczerpanie. Bóg jest miłością. Teraz mam do Ciebie pytanie: co możesz zrobić dla Kościoła?- zakończył wywiad.

Źródło: onepterfive.com, ncregister.com, PCh24.pl, ncronline.org

AS

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(18)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie
Więcej komentarzy

Udostępnij przez