20 kwietnia 2021

Schizma u bram? Niemieccy biskupi wbrew Watykanowi chcą rewolucji LGBT

(Bp Georg Bätzing, przewodniczący Konferencji Episkopatu Niemiec Fot. Pacific Press Agency / Alamy / Alamy / Forum)

Kościół w Niemczech chce błogosławić pary jednopłciowe – i to nie w ukryciu, ale oficjalnie. Watykan mówi „nie”, ale niemieccy biskupi i świeccy niewiele sobie z tego robią. Czy spór o podejście do homoseksualizmu ma na tyle wybuchowy potencjał, by cicha schizma przerodziła się w zerwanie jawne i formalne?

„Przewodniczący Episkopatu Niemiec uważa, że Kościół powinien błogosławić pary homoseksualne” – pisze dziennik Adama Michnika, a czytelnicy w komentarzach dają wyraz swojej wielkiej aprobacie dla poczynań biskupów za Odrą. „Gazeta Wyborcza” odkryła tym samym, że w Kościele katolickim w Niemczech głosi się herezje. Dla lewicowego dziennika to oczywiście żaden problem, ba, wręcz pozytywny przykład, który należałoby pewnie naśladować w Polsce. Idzie konkretnie o kwestię błogosławienia związków homoseksualnych. W Niemczech, podobnie jak w Austrii, Szwajcarii, Belgii, Holandii czy Luksemburgu, już od wielu lat nie brakuje księży, którzy wbrew jednoznacznemu nauczaniu Kościoła udzielają błogosławieństw parom jednopłciowym. Taki stan rzeczy nikomu specjalnie nie przeszkadza: homoseksualiści mają w wymienionych krajach dość swobodny dostęp do „ołtarza” i mogą na życzenie pozorować zawieranie sakramentu małżeństwa; księża, którzy chcą dać wyraz swojemu progresywizmowi nie są specjalnie potępiani i mają swobodę lokalnego działania; biskupi albo udają, że sprawy nie ma, albo rozkładają ręce, mówiąc o odpowiedzialności duszpasterskiej kapłanów diecezjalnych. Watykan reaguje tylko z rzadka; ostatni raz zainterweniował w tej sprawie chyba w roku 2018 w sprawie ks. prof. Ansgara Wucherpfenniga, zagorzałego orędownika „nowego podejścia” do LGBT z Frankfurtu. Kongregacja Nauki Wiary nie zgodziła się, by w związku ze swoimi niesłusznymi wypowiedziami kierował dalej Wyższą Szkołą Filozoficzno-Teologiczną Sankt Georgen we Frankfurcie; jednak po interwencji biskupów z Niemiec decyzję cofnięto i heterodoksyjny teolog nihil obstat jednak otrzymał. Tak trwa to od dziesięcioleci. Garstki konserwatystów, którzy mówią, że tak nie wolno i proszą o jednoznaczne przecięcie wrzodu, nikt nie słucha.

W Niemczech postanowiono jednak podjąć próbę przeniesienia problematyki LGBT na nowy poziom. W ramach Drogi Synodalnej zaproponowano zmianę Katechizmu Kościoła Katolickiego i uznanie przez Kościół, że skłonności homoseksualne są zupełnie normalne, a aktywność seksualna między osobami tej samej płci nie zawsze musi być grzeszna. Najbardziej jaskrawym wyrazem tego nowego podejścia miałoby być właśnie oficjalne wprowadzenie w Kościele katolickim błogosławieństw par homoseksualnych. Niemieccy biskupi postawili tę sprawę na tyle ostro, że Stolica Apostolska postanowiła zareagować. W marcu tego roku Kongregacja Nauki Wiary wydała krótki dokument, w którym przypomniała, że błogosławienie związków jednopłciowych jest niemożliwe, podobnie jak błogosławienie związków powtórnych; nie można też w żaden sposób zrównywać ich z małżeństwem ani stwarzać wrażenia, jakoby Kościół pozytywnie je aprobował. Watykański dokument nie zawierał ani jednego nowego elementu; powtarzał po prostu wcześniejsze doskonale znane nauczanie. W Niemczech jednak wywołał furię, bo wcześniej istniała nadzieja na to, że nawet jeżeli w Rzymie nie będzie zielonego światła dla homoseksualnej rewolucji w Katechizmie, to Stolica Apostolska pozwoli chociaż na to, by jedynie za Odrą umocować formalnoprawnie akceptację dla niemoralnych związków. Dokument Kongregacji Nauki Wiary te nadzieje całkowicie przekreślił.

Oczywiście od pisma z Watykanu prezentującego oficjalną naukę Kościoła do wyciągnięcia jakichkolwiek konsekwencji wobec tych, którzy zaprzeczają jej w teorii i praktyce, droga jeszcze bardzo daleka. W Niemczech doskonale o tym wiedzą, stąd zarówno postępowi świeccy jak i duchowni, w tym biskupi, postanowili dać wyraz swojemu sprzeciwowi wobec stanowiska Rzymu i zamanifestować niezgodę. Od momentu publikacji dokumentu mnoży się od najrozmaitszych dysydenckich inicjatyw i wypowiedzi. Grupy księży skrzykują się, by błogosławić związki homoseksualne; kolejni biskupi zapowiadają, że nie mają z tym żadnego problemu i nie będą nikomu przeszkadzać w jego kreatywnym tęczowym duszpasterstwie. Nie brakuje też zupełnie twardych deklaracji – i na to właśnie uwagę zwróciła „Gazeta Wyborcza”. Dziennik Adama Michnika opisał stanowisko, jakie zajął przewodniczący Konferencji Episkopatu Niemiec, bp Georg Bätzing, od dawna zresztą prezentujący wolę przeprowadzenia tęczowej rewolucji w Kościele niemieckim i powszechnym.

Osoby w związkach homoseksualnych chcą otrzymywać w Kościele błogosławieństwo – i to nie w ukryciu. Chcą, by Kościół uznał ich życie za na tyle wartościowe, by dać mu Boże błogosławieństwo, nie wzbraniać go – powiedział biskup w rozmowie z grupą medialną RedaktionsNetzwerk Deutschland.

Musimy zająć stanowisko wobec tego pragnienia. Potrzebujemy intensywnej wymiany myśli. Nie możemy już dłużej odpowiadać na to pytanie po prostu tak lub nie. To nie jest możliwe – stwierdził hierarcha.

Moim zdaniem trzeba inaczej oceniać homoseksualizm i związki partnerskie poza małżeństwem – wskazał. – Nie możemy już dzisiaj wychodzić tylko od prawa natury, ale musimy myśleć o wiele bardziej w kategoriach wzajemnej troski i odpowiedzialności za siebie. Jak dodał hierarcha, oczekuje, że katolickie nauczanie w obszarze moralności seksualnej będzie się w tej kwestii dalej rozwijać. Bp Bätzing powiedział, że wprawdzie rozumie watykańskie nie wobec błogosławienia związków homoseksualnych, ale z drugiej strony to nie wystarcza. – Od dawna mamy już do czynienia z rozwojem duszpasterstwa, który poza to wykracza. A to oznacza: nadchodzi zmiana – wskazał.  

W deklaracjach bp. Bätzinga nie ma w istocie nic zaskakującego. Gdy wiosną 2019 roku w Niemczech zaprezentowano ogólny program Drogi Synodalnej było zupełnie jasne, w jaką stronę proces będzie zmierzać. Wówczas nieżyjący już profesor teologii moralnej, ks. Eberhard Schockenhoff z Fryburga, zaprezentował obszerną wizję „rozwoju” katolickiej moralności seksualnej. Zaproponował między innymi akceptację stosunków homoseksualnych, relacji przedmałżeńskich, onanizmu, antykoncepcji czy niektórych elementów teorii gender. Jego wystąpienie spotkało się z szeroką aprobatą wśród niemieckich świeckich i biskupów, a ówczesny przewodniczący Episkopatu, kard. Reinhard Marx, zadeklarował, że ks. prof. Schockenhoff wyznaczył właściwe tory rozwoju. Tamte wydarzenia jednak nie przebiły się szerzej do świadomości Kościoła powszechnego. Pierwszy raz świat katolicki zadziwił się na serio, gdy w grudniu roku 2019 kilku niemieckich biskupów na specjalnej konferencji prasowej w Berlinie zaproponowało, by uznać homoseksualizm za naturalny wariant rozwoju ludzkiej seksualności i zmienić zgodnie z tym Katechizm. Nie wywołało to jednak globalnie żadnej reakcji, za wyjątkiem głosu sprzeciwu ze strony biskupów Ukrainy, zresztą polskiego pochodzenia. Głośniejszym może echem odbił się zimą 2021 roku „Tekst fundamentalny” (Grundtext), który podsumowywał dotychczasowe ustalenia Drogi Synodalnej; został przetłumaczony na język angielski i stąd wywołał dużą kontrowersję w całym katolickim świecie. Niewykluczone, że to właśnie ten dokument stał się bezpośrednią przyczyną późniejszego pisma Kongregacji Nauki Wiary.

Pytanie o to, jak skończy się obecna kontrowersja, jest pytaniem wciąż otwartym. Teoretycznie wszystko mogłoby zostać po staremu: w Kościele w Niemczech homoseksualiści byliby dalej błogosławieni, a Watykan nadal udawałby, że o niczym nie wie. Wydaje się jednak, że sprawy zaszły już nieco za daleko i któraś ze stron będzie musiała się cofnąć. Niemcy nie zaakceptują powrotu do status quo. Chcą konkretnych zmian, a jeżeli Droga Synodalna zakończyłaby się bez jakiegokolwiek przełomu w sprawie homoseksualizmu, oznaczałoby to w istocie klęskę całego projektu, biorąc pod uwagę rozbuchane oczekiwania – trudną do zniesienia. Z drugiej strony Stolica Apostolska nie może przecież wydać nagle dokumentu, w którym odwoła kościelne nauczanie! Czy zatem jedynym wyjściem jest ogłoszenie formalnej schizmy i odłączenie się przez Kościół w Niemczech od Kościoła powszechnego? Byłoby to w gruncie rzeczy rozwiązanie być może najzdrowsze. Niewykluczone jednak, że sprawa zakończy się dalece łagodniej. Łatwo sobie wyobrazić następujący scenariusz, przetestowany już w różnych aspektach przy okazji takich kontrowersji jak Komunia święta dla rozwodników czy dla protestantów. Droga Synodalna zakończy się konkretnym apelem Kościoła w Niemczech o zgodę na błogosławienie związków jednopłciowych; w efekcie Watykan, po długim okresie debat i spotkań z Niemcami, wyda dokument, który zasadniczo na to nie pozwoli, ale będzie na tyle szeroko opowiadał o „odpowiedzialności duszpasterzy”, „rozeznaniu poszczególnych przypadków” i „kreatywnej roli ludzkiego sumienia”, że w efekcie Niemcy dostaną to, czego chcą. Wydadzą na bazie watykańskiego pozornie krytycznego dokumentu własny tekst, w którym oczywiście pryncypialnie zgodzą się z Rzymem, ale zarazem już wyraźniej od Stolicy Apostolskiej dadzą wolną rękę poszczególnym księżom. Dzięki temu Watykan będzie mógł udawać, że zajęto twarde stanowisko i ogłosi sukces, a Niemcy będą mogli przeprowadzić upragnione zmiany, może mniej spektakularnie niż pierwotnie planowano, ale jednak na tyle efektywnie, by również ogłosić sukces.

Że to tylko pogłębi faktyczną schizmę i jeszcze dalej odepnie Kościół w Niemczech od Kościoła powszechnego? To prawda, ale tym stanem rzeczy doprawdy wśród hierarchii niewielu tylko zdaje się przejmować. Milcząca większość ma najwyraźniej inne, bardziej palące problemy niż zachwiana jedność Kościoła. Jakie? Bóg raczy wiedzieć…

Paweł Chmielewski

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(15)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie
Więcej komentarzy