23 września 2021

Mit zielonego kapitalizmu. Obecna polityka klimatyczna służy tylko wielkiemu biznesowi

(Earth Global Warming Flame Climate Change)

Prof. Katharina Pistor z Columbia Law University, autorka „Kodeksu kapitału: Jak prawo tworzy bogactwo i nierówność” irytuje się, że świat za wolno wprowadza zmiany, mające przeciwdziałać ocieplaniu się klimatu i zapobiegać „katastrofie klimatycznej.” Pisze na łamach projectsyndicate.org., że „w rzeczywistości świat zmarnował dziesięciolecia na majstrowanie przy handlu uprawnieniami do emisji dwutlenku węgla i zielonych systemów etykietowania finansowego.”

Jej zdaniem, „obecna moda polega jedynie na wymyślaniu wyszukanych strategii hedgingowych („rekompensaty za emisje dwutlenku węgla”) z pominięciem rzeczywistego zagrożenia dla całej ludzkości. Dodaje, że strategie te służą wąskim interesom właścicieli aktywów.

Jej zdaniem „przyjęcie przez sektor prywatny zielonego kapitalizmu wydaje się być kolejną sztuczką, która pozwala uniknąć prawdziwej odpowiedzialności. Gdyby liderzy biznesu i finansów byli poważni, uznaliby potrzebę radykalnej zmiany kursu, aby zapewnić, że nasza planeta pozostanie gościnna dla całej ludzkości teraz i w przyszłości. Nie chodzi tu o zastępowanie brązowych aktywów zielonymi, ale o dzielenie strat”, jakie przyniósł tak zwany brązowy kapitalizm (inwestycje w paliwa kopalne i wysokoemisyjny przemysł).

Wesprzyj nas już teraz!

Wyjaśnia, że „pojęcie zielonego kapitalizmu oznacza, iż ​​koszty przeciwdziałania zmianom klimatu są zbyt wysokie, aby rządy mogły same sobie z nimi poradzić, a sektor prywatny zawsze ma lepsze odpowiedzi. Tak więc dla zwolenników zielonego kapitalizmu partnerstwo publiczno-prywatne zapewnia neutralne pod względem kosztów przejście od brązowego do zielonego kapitalizmu.”

Chodzi o to, że koszty tak zwanej zielonej transformacji, czyli odejścia od paliw kopalnych przerzucane są na całe społeczeństwo i najbardziej ucierpią najbiedniejsi wskutek dramatycznego wzrostu cen energii. W partnerstwach publiczno-prywatnych, korporacje otrzymują korzystne warunki inwestowania wspieranego przez państwo.

Zdaniem oburzonej prawnik, tak zwany zielony kapitalizm nie nadaje się do radzenia sobie ze skutkami „zmian klimatycznych,” bo jest w dużej mierze produktem samego kapitalizmu.

Profesor przypomina, że „cały system kapitalistyczny opiera się na prywatyzacji zysków i uspołecznieniu strat,” a dokonuje się to „z błogosławieństwem prawa.”

Prawo pozwala korporacjom przerzucać „na zewnętrz koszty plądrowania planety”– pisze.  Wystarczy, że założy się powiernictwo lub podmiot korporacyjny przed wytworzeniem zanieczyszczenia. „Zachęca to do rozładowywania narosłych zobowiązań środowiskowych poprzez restrukturyzację w upadłości. I sprawia, że ​​całe kraje są zakładnikami międzynarodowych przepisów, które przedkładają ochronę zwrotów inwestorów zagranicznych nad dobrobyt ich własnych obywateli” – zauważa.

Wykładowczyni nowojorskiej uczelni wskazuje, że głównymi emitentami dwutlenku węgla są wielkie korporacje. 80 dużych korporacji odpowiada za dwie trzecie całkowitej emisji dwutlenku węgla od czasu rewolucji przemysłowej.

Jej zdaniem, nawet gdyby menedżerowie tych podmiotów będących największymi trucicielami chcieli szybko odejść od paliw kopalnych, to nie pozwolą im udziałowcy spółek, którzy oczekują jak największych zysków. Jeśli menedżerowie sprzeciwiliby się temu, z pewnością zostaliby oskarżeni o naruszenie obowiązków powierniczych.

Teraz podejmuje się działania, by zmusić udziałowców do zmiany zachowania i odbywa się to za pośrednictwem „mechanizmu cenowego.” Autorka uważa, że aby wymusić dekarbonizację potrzeba „bardziej drastycznych zmian, takich jak podatki węglowe, stałe moratoria na wydobywanie zasobów naturalnych itp. Jednak, jak dodaje, tego typu propozycje są odrzucane jako mechanizmy zniekształcające rynki. Prof. Pistor denerwuje się, że idealizuje się „rynki, które nie istnieją w prawdziwym świecie.” To aluzja do rynków kapitałowych i finansjalizacji gospodarki.

Zarzuca rządom, że wciąż subsydiują przemysł paliw kopalnych. W 2017 r. na ten cel miało trafić 5,5 biliona dolarów, czyli 6,8 proc. światowego PKB. Utratę zysków rekompensuje się poprzez system fuzji i przejęć firm. „Ale matką wszystkich subsydiów jest wielowiekowy proces legalnego kodowania kapitału za pomocą prawa własności, prawa korporacyjnego, powierniczego i upadłościowego. To prawo, a nie rynki czy firmy, chroni właścicieli aktywów kapitałowych, nawet gdy obarczają innych ogromnymi zobowiązaniami” – dodaje..

Fundusze i korporacje naciskają na rządy, by subsydiowały „zielony kapitalizm.” Chcą sobie zrekompensować utratę zysków z „aktywów brązowych” poprzez przejście na „aktywa zielone.” Autorka pośrednio przyznaje, że w całej tak zwanej zielonej rewolucji nie chodzi o przeciwdziałanie ociepleniu, które miałoby zagrażać naszemu istnieniu, ale o utrzymanie patologicznego systemu monopolizacji rynku przez wielkie korporacje, które zachowują przewagę na rynku dzięki patologicznym partnerstwom publiczno-prywatnym. System ten przerzuca koszty dostosowywania się do zmian na rynku na obywateli (uspołecznione kosztów i maksymalizacja zysków).

„To, czy stanowi najlepszą strategię zapewnienia zdatności do zamieszkania na planecie, to zupełnie inna kwestia” – zauważa profesor osobiście przekonana, że ocieplenie klimatu stanowi faktyczne zagrożenie dla całej ludzkości i opowiada się za szybką dekarbonizacją.

Uznaje jednak, że to same korporacje, finansjera i rządy blokują zmiany, bo szukają rozwiązań korzystnych dla korporacji. Obecnie rządy po raz kolejny miały ulec naciskom i pojawił się „nowy konsensus” w sprawie raportowania przez korporacje nabywania „zielonych aktywów.” To kolejne rozwiązanie, które sprzyja potężnym firmom księgowym, branży prawniczej i różnym konsultantom biznesowym z własnymi potężnymi ramionami lobbingowymi.

Projektowy system znowu stwarza nowe możliwości zarobkowania dla finansjery i funduszy, które w ramach „fali greenwashingu” przelewają biliony dolarów na aktywa oznaczone zieloną etykietą, chociaż wcale „zielone” nie są – ubolewa autorka.

I przywołuje badania, z których wynika, że 71 proc. funduszy ESG (chełpią się, że uwzględniają w wycenie kryteria dot.  społecznej odpowiedzialności biznesu, odzwierciedlające, czy dana inwestycja nie szkodzi środowisku, sprzyja włączeniu społecznemu i jest dobrze zarządzana) nie spełnia celów porozumienia klimatycznego zawartego w Paryżu w 2015 r.

„Gdyby zazielenienie gospodarki było naprawdę celem, pierwszym krokiem byłoby wyeliminowanie wszystkich bezpośrednich subsydiów i zwolnień podatkowych dla brązowego kapitalizmu oraz nakazanie powstrzymania proliferacji węgla. Rządy powinny również wprowadzić moratorium na ochronę trucicieli, ich właścicieli i inwestorów przed odpowiedzialnością za szkody dla środowiska. Nawiasem mówiąc, te ruchy usunęłyby również niektóre z najgorszych zakłóceń rynku” – uważa Pistor, profesor prawa porównawczego w Columbia Law School.

Uczona, która jest zwolenniczką daleko posuniętego interwencjonizmu państwa i teorii brytyjskiego ekonomisty Johna Maynarda Keynesa, sugeruje, że „chociaż istnieją wystarczające dowody na to, że antropogeniczne zmiany klimatyczne już zaszły, nie możemy poznać wszystkich sposobów, w jakie będą się rozwijać w nadchodzących dziesięcioleciach.”

Profesor przekonuje, że mimo to „musimy albo zmniejszyć nasz ślad środowiskowy, albo zaryzykować kolejny globalny kryzys na skalę małej epoki lodowcowej w XVII wieku, kiedy zmiany klimatyczne doprowadziły do ​​powszechnych chorób, buntów, wojen i masowego głodu, skracając życie dwóch trzecich światowej populacji.”

„Ludzkość od dawna stara się zmniejszyć niepewność – pisze – czyniąc świat przyrody bardziej czytelnym, a tym samym poddając go kontroli. Przez wieki przyrodnicy tworzyli mapy świata, tworzyli taksonomie roślin i zwierząt oraz (ostatnio) sekwencjonowali genomy wielu gatunków w nadziei na odkrycie sposobów leczenia wszystkich możliwych dolegliwości. Czym mapy, taksonomie i sekwencje są dla chemików i biologów, liczby i wskaźniki są dla socjologów. Na przykład ceny sygnalizują wartość rynkową towarów i usług oraz oczekiwaną przyszłą wartość aktywów finansowych. Jeśli inwestorzy w dużej mierze zignorowali pewne aktywa, przyczyną może być to, że zostały one niewłaściwie wycenione (…) W miarę jak realia zmian klimatycznych stają się coraz bardziej widoczne, podejmowane są poważne wysiłki w celu zidentyfikowania i oznakowania „zielonych inwestycji”. Ale wraz ze wzrostem atrakcyjności takich aktywów, rośnie też problem „greenwashingu” – kiedy inwestycje są oszukańczo oznaczane jako „zielone” lub akronimem „ESG” (środowiskowe, społeczne i korporacyjne) na podstawie niejasnego lub bezsensownego benchmarku.”

ESG jest to skrót oznaczający czynniki, w oparciu o które tworzone są ratingi przedsiębiorstw, państw innych organizacji. Składają się one z 3 elementów: E – (z ang. Environmental – środowisko), S – (z ang. Social responsibility – społeczna odpowiedzialność) i G (z ang. Corporate governance, ład korporacyjny).

Profesor, chociaż dostrzega patologie „zielonej transformacji,” jest optymistką, bo jej zdaniem ludzie dzięki możliwościom technicznym będą w stanie kontrolować skomplikowany system klimatyczny. Popiera rozwiązania, które miałyby zmusić państwa do szybszego odchodzenia od paliw kopalnych, nie dostrzegając albo ignorując sam fakt, iż nowa transformacja energetyczna może się okazać nawet jeszcze bardziej szkodliwa dla środowiska i ludzi wskutek masowej produkcji elektrośmieci (miliony baterii małych i dużych, paneli słonecznych czy wiatraków trudnych do recklingu itp.).

Zdaje sobie jednak sprawę z nieuczciwego „zazieleniania się” firm i funduszy poprzez kupowanie offsetów w stosunku do swoich „brązowych” udziałów, zamiast faktycznej rezygnacji z działań szkodzących środowisku.

Słusznie zauważa, że „nowe rozporządzenie Unii Europejskiej dotyczące ujawniania informacji związanych ze zrównoważonym rozwojem w sektorze usług finansowych wygląda jak kolejna próba przeciwdziałania zmianom klimatu bez faktycznego płacenia za to pełnego rachunku. Zgodnie z prawem wszyscy uczestnicy rynku finansowego muszą publicznie ujawniać swoje strategie zarządzania ryzykiem klimatycznym oraz metodologie oznaczania aktywów trwałych, a organy rynku finansowego muszą robić więcej, aby koordynować swoje wysiłki nadzorcze. Ale nigdzie nie ma słowa o odpowiedzialności lub sankcjach.”

Wynika z tego, że tzw. zielony kapitalizm ma służyć po raz kolejny spekulacyjnym funduszom, dalszej patologizacji gospodarki poprzez jej finansjalizację.

Źródło: project-syndicate.org

AS

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(5)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie

Udostępnij przez