29 października 2020

Michał Wałach: „to jest wojna”, więc są „ofiary”. Trzeba było pomyśleć zawczasu i nie eskalować wrogości

(Fotograf: Franciszek Mazur/Archiwum: Forum)

Zwolennicy legalnego mordowania chorych dzieci w łonach matek chętnie sięgają po retorykę wojenną. Gdy jednak po ich stronie pojawiają się poszkodowani, to nagle lewicowo-liberalne media wpadają w coś na kształt histerii. Tymczasem to one są współodpowiedzialne za eskalację nastrojów, które doprowadziły do agresji dotykającej obie strony sporu – jednak częściej katolików.

 

W środę informowaliśmy, że w sobotę w zachodniopomorskim Myśliborzu doszło do ataku na kapłana, zaś we wtorek wieczorem grupa osób napadła na obrońców kościoła w Poznaniu. W ruch poszły noże, metalowe pałki, gaz i trzonki od siekier. Jedna osoba została ranna. Co na to liberalne media? Uczciwie należy odnotować, że kilka popularnych w Polsce portali internetowych przedstawiło zdarzenie z Wielkopolski (np. onet.pl, rp.pl, wp.pl, wyborcza.pl). Oczywiście w części przypadków przekaz przeszedł przed ideologiczne filtry i niektóre z wymienionych redakcji umniejszały rangę zdarzenia lub przekonywały, że wcale nie było tak, jak opisywały to media prawicowe. Informacji o zdarzeniu nie sposób odnaleźć natomiast w internetowych serwisach stacji telewizyjnych: Polsat News i TVN24. 

 

Inaczej natomiast wygląda sytuacja w przypadku agresji skierowanej w stronę feministyczno-lewicowych zwolenników legalnego likwidowania nienarodzonych dzieci podejrzewanych o chorobę. W takim wypadku liberalne serwisy uderzają w alarmistyczne tony i straszą zamaskowanymi mężczyznami (ciekawe, że nikt nie pochwali ich za zgodne z wymogami sanitarnymi zasłanianie nosa i ust). Chodzi o wydarzenie z Wrocławia, gdzie – jak podają media – zamaskowany mężczyzna popchnął kobietę, która w konsekwencji zdarzenia upadła na chodnik. „Wrocławska policja przekazała, że nie otrzymała oficjalnego zawiadomienia od osób, które miałyby zostać w jakikolwiek sposób poszkodowane w trakcie protestów” – informuje tvn24.pl. Z kolei w Gdyni uczestnik proaborcyjnego wiecu został po nim zaatakowany nożem (rany twarzy) przez 64-letniego mężczyznę, który – wedle relacji polsatnews.pl – miał wznosić „antywolnościowe hasła” i obrażać kobiety. Z doniesień nie dowiemy się czy napastnik jest zrównoważony psychicznie i czy był trzeźwy, natomiast przekaz niejako sugeruje jego związki z przeciwnikami aborcji.

 

Ciężko jednak nie zadać w tym miejscu pytania o konsekwencję zarówno protestujących, jak i mediów wspierających prenatalną selekcję ludzi na godnych i niegodnych życia. Wszak jeśli od kilku dni środowiska lewicowo-liberalne stosują wobec kościoła, katolików, a nawet obojętnej względem całej sprawy części społeczeństwa terror, przemoc i agresję oraz wznoszą okrzyki o wojnie, to skąd zdziwienie, że na wojnie pojawiają się ofiary? Ciężko też nie odnieść wrażenia, że larum wywołała krzywda zadana osobom znajdującym się po słusznej (zdaniem lewicy) stronie barykady. Gdy bowiem obrońcy kościoła z Poznania zostali napadnięcie przez bandytów używających „sprzętu”, a jedna osoba musiała udać się na SOR w celu uzyskania pomocy medycznej, to część mediów bagatelizowała sprawę, choć nagranie video nie pozostawia wątpliwości: uzbrojona grupa ludzi napadła na osoby, które po ataku szukały schronienia w kościele.

 

Tymczasem czyny i słowa mają swoje konsekwencje, o czym część pracowników mediów zdaje się nie pamiętać. Jeśli bowiem przez kilka dni postępowe redakcje chętnie i bezkrytycznie cytowały lewicowych fundamentalistów proaborcyjnych wzywających do buntu, walki, a wręcz wojny i usprawiedliwiających przestępcze napady na świątynie (zagrożone karą do 2 lat pozbawienia wolności), to nie mają dziś moralnego prawa oburzać się, że eskalacja napięcia doprowadziła do potencjalnie niebezpiecznej lub niebezpiecznej sytuacji z udziałem osób zaangażowanych w ową wojnę.

 

Warto w tym miejscu zauważyć, że żadna z liberalno-lewicowych redakcji nie odcięła się od proaborcyjnej aktywistki Marty Lempart po jej słowach wypowiedzianych na antenie Radia Zet. – Ależ oczywiście, że trzeba – powiedziała działaczka feministyczna na uwagę redaktor Beaty Lubeckiej, że nie trzeba niszczyć kościołów. Zdaniem Lempart takie działanie to… tolerancja dla katolików. – Drodzy katolicy, na razie jest tak, że macie szansę sprzeciwić się swojemu Kościołowi. Na razie jest tak, że bierzecie udział w tym, co się dzieje, bierzecie udział tych obrzydliwościach, które Kościół wyprawia i to jest ostatnie ostrzeżenie – dodała Lempart. Niestety po tej skandalicznej wypowiedzi aktywistka nie zniknęła z czołówek lewicowo-liberalnych serwisów internetowych i nadal zapraszana jest w roli autorytetu.

 

Podobnież wina leży po stronie redakcji zachęcających młode osoby do udziału w rozwijającym się anarchistycznym buncie. Wszak młodzież dopiero wchodząca w życie publiczne jest silnie podatna na propagandowe hasła suflowane im przed zradykalizowanych liderów rewolty.  To właśnie młodzieżą najbardziej zainteresowane są skrajne grupy lewicy, które już nie raz pokazały, że nie cofną się przed niczym.  Zeszły tydzień dał bardzo wiele przykładów wcielania wezwań do wojny w życie. Owszem, w Gdyni i we Wrocławiu zdarzyło się, że agresji doświadczyły osoby z lewicowo-liberalnej strony sporu, a ową przemoc – jak każdą – należy potępić. Jednakże nawet najbardziej doświadczony w słownych i logicznych dryblingach postępowy publicysta bez posługiwania się kłamstwem nie dowiedzie, że to obrońcy życia, narodowcy, katolicy czy kibice stoją za eskalacją przemocy, bowiem to nie oni wyszli w ubiegłym tygodniu na ulice pod hasłem „to jest wojna”. Wojnę wypowiedział kto inny i to on ponosi odpowiedzialność za swoje decyzje. W tym za cierpienie po własnej, proaborcyjnej stronie sporu.

 

 

Michał Wałach

 

 

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie