4 maja 2021
Autor

Marcin Austyn

Odbudowa i Nowy Ład. Bardziej zielony, czerwony, czy tęczowy?

Po czasie gospodarczego zastoju związanego z koronawirusem ekipa kierująca Polską przymierza się do odrabiania strat. W tym celu mają być wykonane dwa wielkie skoki rozwojowe. Jeden za fundusze unijne, drugi najpewniej za nasze własne. Warto przyjrzeć się nie tylko temu jaka będzie prawdziwa cena owego rozwoju. Patrzmy też jak lokowane są środki i czy za przyjętą metodą czasem nie kryje się w pierwszej kolejności interes polityczny.

Na pierwszy rzut – w ramach solidnej rozgrzewki przed zwiastowanym nam prawdziwym gospodarczym rozkwitem Polski – nasi rządzący chcą zaproponować swego rodzaju program reparacji szkód wynikłych z przyjętej przez rząd polityki zamykania gospodarki w ramach walki z koronawirusem. Oto na ratunek przyjść ma Fundusz Odbudowy. Warto bliżej przyjrzeć się co to za pieniądze oraz jak wiele i czym za nie zapłacimy. Rachunek bowiem może okazać się nie tylko słony, ale i gorzki.

Fundusz bowiem bazuje na unijnych środkach. I tu już powinno nam się zapalać żółte, ostrzegawcze światełko. Unia przecież nie sprezentuje nam o tak znacznych sum zupełnie bezinteresownie. Każde dofinasowanie ma bowiem swoją cenę. Tu w grę wchodzą różnego rodzaju nowe daniny czy parapodatki, które UE zamierza wprowadzać w państwach członkowskich. Nie jest tajemnicą, że regulatorzy unijni mają spory rozmach i dużą wyobraźnię, więc i obszar na którym można będzie „skubnąć” państwa członkowskie jest w zasadzie nieograniczony – a to zielona transformacja, to znów redukcja CO2, elektromobilność, czy walka z plastikiem…

A skoro o podatku od plastiku mowa, to już rysowana wizja, delikatnie rzecz ujmując – poraża. Polska za niepoddane recyklingowi opakowania może płacić co roku ok. 2 mld zł. Jeśli kwotę tę przemnożymy przez perspektywę unijnego projektowania budżetu, robi się tych miliardów 14!

No to może Polska zyska choć na zielnej transformacji? Na nią Fundusz Odbudowy stawia. I tu pojawiają się wątpliwości. Bo o ile same inwestycje zapewne powstaną, to warto zastanowić się kto będzie tu głównym beneficjentem? A w kolejce ustawiają się (głównie niemieccy) producenci fotowoltaiki itd.

Trzeba też pamiętać, że obowiązująca w świecie polityka klimatyczna czy ekologiczna jest niezmiernie droga. W zasadzie „zielona energetyka” nie rozwijałaby się bez systemu dopłat. Zaś doświadczenia Zachodu pokazują, że i tak wciąż energia odnawialna jest droższa niż konwencjonalna. Przykład płynie choćby z Kalifornii. Tam w związku z przechodzeniem na odnawialne źródła energii ceny energii rosły. Równolegle wzrastało też zapotrzebowanie na energię. Efekt na rachunkach odbiorców jest oczywisty.

Pozostaje jeszcze kwestia „moralna”. Nie od dziś wiadomo, że jak Unia daje, to i wymaga. I nie chodzi tylko o jakość inwestycji, ale o to, by podmioty korzystające ze wspólnotowej dobroci spełniały kryteria w zakresie „praworządności”. Mamy zatem do spełnienia cały ideologiczny pakiet żądań dotyczących „praw kobiet” – czyli dostęp do in vitro, aborcji. To także postulaty dotyczące niedyskryminacji i społecznego włączania – czyli realizacja żądań środowisk LGBT+. Zatem w grę wchodzi też i gender mainstreaming, seksedukacja wedle standardów WHO. Ot, cały pakiet unijnych standardów dla zmylenia nazywanych „wartościami”.

I można zapytać – a co nas to obchodzi? Ano obchodzi! Bo jeśli rząd chce skorzystać z tych środków, to musi się liczyć przynajmniej z naciskami UE, by zmieniać polskie prawodawstwo. Innymi słowy – pod groźbą wstrzymania wypłat oddamy część naszej suwerenności. Na tym nie koniec. Wikłając się w unijne gierki otwieramy się na takie rozwiązania jak wspólny unijny dług. Czyli „solidarne” spłacanie państw bankrutów. Z naszych kieszeni rzecz jasna. Czy jesteśmy gotowi zapłacić taką cenę za „unijne” miliardy?

Drugi wielki skok jaki ma zostać wykonany kryje się pod hasłem „Nowy Ład”. Program z nazwy nie budzi dobrych skojarzeń, ale wygląda na to, że w wydaniu polskim będzie skupiał się raczej na inwestycjach. Tu ponownie pojawia się pytanie o źródło finansowania. Odpowiedź do skomplikowanych nie należy, bo chodzi o pieniądze podatników. W wypowiedziach polityków coraz częściej pojawiają argumenty o „sprawiedliwych” daninach, o ściąganiu większych pieniędzy z bogatych – przy niepokojącej tendencji do obniżania poziomu wyznaczającego owo bogactwo. Na omówienie skutków programu przyjdzie jeszcze czas. Dziś pozostańmy tylko przy myśli, że dotknie on dziesięciu aspektów naszego życia: Plan na zdrowie, Uczciwa praca-godna płaca, Dekada rozwoju, Rodzina i dom w centrum życia, Polska – nasza ziemia, Przyjazna szkoła i kultura na nowy wiek, Dobry klimat dla firm, Czysta energia – czyste powietrze, CyberPoland 2025, Złota jesień życia.

W krótkich słowach – czeka nas rozwój. Cenę już mniej więcej znamy. Ale czy pod tymi planami kryje się coś jeszcze? Owszem, polityka. Jeśli przyjrzeć się zamiarom naszych włodarzy, to widać, że wiele inwestycji kierowanych będzie w te rejony, w których partia rządząca albo zwykle może liczyć na większe poparcie, albo ma szanse na konkurowanie o prym z innymi partiami. Można uznać, że to „gonienie czołówki”, można mówić, że to „nagroda” za dotychczasowe poparcie, albo „zachęta” na przyszłość. Duże miasta są dla PiS trudne do zdobycia i tam ów program rozwoju nie będzie aż tak mocno widoczny. Zresztą i tak poszedłby on w świadomości społecznej „na konto” aktualnych włodarzy metropolii.

Pamiętajmy, że najbliższe wybory – samorządowe – odbędą się w roku 2022. Są to jak wiemy wybory trudne dla Zjednoczonej Prawicy w ogóle, a po okresie gospodarczego zastoju ekipa rządząca będzie musiała poszukać dobrych argumentów, by przyciągnąć do siebie nawet dotychczasowych wyborców. Czy staną się nimi owe dwa rozwojowe programy? Niebawem się przekonamy. Ważne, by mieć świadomość realnej ceny oferowanego nam rozwoju – to przecież my zapłacimy za realizację obietnic rozwojowych polityków. Pozostaje pytanie czy ta inwestycja per saldo nam się opłaci – zarówno w sferze ekonomicznej jak i moralnej. Odbudowa i Nowy Ład póki co jawią się nam wieloma kolorami – od zielonego na zewnątrz z czerwonym zabarwieniem w środku, a na udawanej sześciobarwnej „tęczy” kończąc.

Marcin Austyn

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(6)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie