18 września 2021

„Synodalność. Koniec Kościoła jaki znamy”. W Krakowie odbył się XVIII Kongres Konserwatywny

(Fot. PCh24.pl)

Co dla przyszłości Kościoła oznacza wkroczenie na drogę synodalną? Czym ona jest i jak odmieni Kościół? Czy będzie to Kościół nawiązujący do Tradycji, czy może odpowie na głosy „otwartych katolików” i postawi na modne dziś hasła o inkluzywności, włączaniu i niedyskryminacji? O tym jakie jest prawdziwe oblicze drogi synodalnej i na ile może ona zmienić Kościół Chrystusowy, debatowali uczestnicy odbywającego się w Krakowie XVIII Kongresu Konserwatywnego.

Otwierając Kongres Sławomir Olejniczak, prezes Stowarzyszenia im. Ks. Piotra Skargi wyraził radość, że spotkanie, mimo trudności związanych z tzw. pandemią, udało się doprowadzić do skutku. Jak zwrócił uwagę, obostrzenia związane z koronawirusem należy postrzegać jako element inżynierii społecznej, która mocno nas zmienia. I dotyczy to całego świata. Ludzie nie dostrzegają tych zmian, bo są pogrążeni w trosce od swoje zdrowie. Tymczasem neomarskistowska rewolucja trwa.

Jak mówił, doświadczenie uczy, że zawsze społeczeństwo w Polsce miało oparcie w Kościele i wierze. Niestety, tym razem rewolucja weszła także do Kościoła. Pojawiły się aberracje: duszpasterstwa LGBT, przemilczanie kwestii moralnych, relatywizacja Prawd Wiary czy bezprecedensowa dwugłowość Kościoła. To powoduje zamęt, niepewność. Na to wszystko pojawił się pomysł na ulepszenie Kościoła: synodalność, która ostatecznie zmierza do rozbicia władzy w Kościele. Do rozbicia hierarchii, rozmycia władzy, ale nie tylko jej, bo i nauki Kościoła. – Jako katolicy, musimy się temu przeciwstawić – mówił prezes Olejniczak otwierając Kongres.

Wesprzyj nas już teraz!

„Synodlaność”. A co to właściwie jest?

Podstawowym zadaniem, w sytuacji stanięcia na progu drogi synodalnej jest odpowiedź na pytanie o to czym rzeczywiście owa droga jest i co ona oznacza? Bo to nie głoszone hasła, ale to jak w rzeczywistości zmieniać ma się Kościół stanowi o prawdziwym obliczu synodalności w Kościele. Diagnozę postawił tu Krystian Kratiuk, redaktor naczelny portalu PCh24.pl.

Prelegent pytał o to co „synodalność” znaczy? Okazuje się, że mało kto to wie. Zwykle mowa jest o jakimś wspólnym kroczeniu na wspólnej drodze. Padają takie „modne” hasła jak dialog, słuchanie, uważność (otwarcie na drugiego człowieka), towarzyszenie, wspólna droga, debata w Kościele i na końcu pada zawołanie, że „Twój głos się liczy!”.

Trudno ocenić jednoznacznie co owe hasła mają znaczyć. Tymczasem projekt synodalności jest niezwykle ważnym dla Franciszka. A co trzeba dodać, już w październiku 2021, synod rozpocznie się na etapach lokalnych. Sprawa nie jest błaha, bo wiele wskazuje na to, że de facto mówimy o zmianach struktur Kościoła, ale nie tylko, bo to też zmiana myślenia i samej wiary Kościoła!

Na pierwszy plan wysuwa się problem związków niesakramentalnych. I synod papieża Franciszka na temat rodziny zajmował się głównie rozwodami. Jak zauważył red. Kratiuk, to ma jakiś sens, skoro jest zdiagnozowany problem. Tyle tylko, że tu uznano, że jeśli rozwodów jest dużo, to należy taki stan w Kościele zaakceptować. Warto wspomnieć, że dzięki polskim biskupom, gruntownych zmian nie udało się wprowadzić. Ale sukces nie był pełny, bo pojawiły się zapisy o pierwiastkach dobra w związkach homoseksualnych. Zatem rewolucjoniści mogli zanotować mały sukces.

Co jednak z samą synodalnością? Oto w wypowiedziach Franciszka pojawiło się hasło, że „Droga synodalności jest drogą, której Bóg oczekuje od Kościoła”. Tego rodzaju deklaracja papieża nie pozostawiała złudzeń, że Kościół pod jego wodzą będzie się zmieniał. W 2018 roku papież, w Episcopalis communio, niejako usankcjonował, zinstytucjonalizował synodalność.

Kolejnym ważnym krokiem był synod młodych. Kościół miał wsłuchać się w ich „nauczycielski” głos, a w dokumentach Kościoła padło w efekcie hasło o rozpoznaniu potrzeb osób LGBT. Nie doszło jednak zmian choćby w kwestii postulowanego przez rewolucjonistów kapłaństwa kobiet. W 2018 roku – co warto zapamiętać – rozpoczęła się droga synodalna w Niemczech.

W końcu w 2019 roku nadszedł synod amazoński, wraz z całym zamieszaniem wokół rytu amazońskiego, inkulturacji, wyświęcania żonatych mężczyzn na kapłanów, diakonisach itd. Ten synod miał stawiać kropkę, miał akceptować całość rewolucyjnych zmian. Ale adhortacja Querida Amazonia rozczarowała modernistów. Tak w ich oczach być nie mogło. Uznano więc, że jest potrzeba zwołania kolejnego synodu – do spraw synodalności. W tle jawiły się niezałatwione wciąż wątki, a istotne z punktu widzenia synodalności, dotyczące reformy Kurii Rzymskiej, postulaty cyklicznego zwoływania soborów czy choćby synodów. Autorem takich myśli o Kościele był nieżyjący już kard. Carlo Maria Martini.

Synod ds. synodalności opóźniła epidemia koronawirusa. Dziś wiemy, że w październiku 2021 synod rusza na poziomach lokalnych (z udziałem wiernych), następnie te wnioski zostaną przekazane na etap kontynentalny, by zwieńczyć dzieło już w 2023, kiedy zaplanowano ostatni etap synodu. Znamiennym jest, że ów dialog zaczynamy w cieniu ograniczenia możliwości sprawowania tradycyjnej Mszy św. Jakie będzie oblicze synodu? Albo będziemy się słuchać i z troską patrzeć na cały depozyt Tradycji, albo dojdzie do dopasowania Kościoła do wymogów współczesnego świata. Wiadomo jednak, że celem modernistycznej agendy jest Kościół zajmujący się ratowaniem klimatu, planety, pochylającym się nad postulatami LGBTQ. To ONZ-tyzacja Kościoła, wzmocnienie roli kobiet i zachowanie jego pomocowego charakteru (na wzór organizacji typu NGO, bez pierwiastka wiary, który dziś wyróżnia Kościół).

Która więc definicja synodu jest najbliższa temu co dzieje się w Kościele? W ocenie Krystiana Kratiuka, to ta mówiąca o organie władzy zwierzchniej ale złożonym z duchownych i świeckich, gdzie tych ostatnich jest znacznie więcej.

Jak mówił red. Kratiuk, każdy katolik winien więc dzisiaj w sposób szczególny zatroszczyć się o Kościół. Trzeba odszukać swojego delegata ds. synodalności i działać tam na rzecz Chrystusowego Kościoła, wiernego Tradycji. Hasło nasuwa się tu jednoznaczne: Deus vult!

Dogmat i Tiara przepadną?

W swoim wystąpieniu pt. „Dogmat i Tiara – czy będą jeszcze potrzebne?”, Paweł Lisicki, redaktor naczelny tygodnika „Do Rzeczy” półżartem zwrócił uwagę na podobieństwo synodów do polityki stosowania szczepionek przeciw Covid-19 – może okazać się, że staną się one cykliczne.

Publicysta odnosząc się do tematu wykładu wskazał, że nie istnieje coś takiego jak pojęcie wiary niedogmatycznej. A to niesie za sobą szereg następstw. Warto pamiętać, że Kościół od swoich początków sięgał do dogmatów. Stosował też zasadę: przyjąć, zrozumieć, przekazać oraz odrzucał to, co pozostawało w sprzeczności z dogmatem. Ów model nauczania Kościoła był stosowany do Soboru Watykańskiego I.

Czy zatem możliwy jest Kościół bez dogmatu? Zdaniem Pawła Lisickiego – nie. Bo będzie to tylko zbieranina ludzi, w której każdy przedstawia swoje emocje, odczucia, wrażliwości. One jednak nie stanowią jedności, właściwej Kościołowi, ale powodują kakofonię. Jednak, jak zauważył Lisicki, by był dogmat, musi być Prawda i Autorytet, który tę prawdę przedstawi i będzie jej bronić, a tego symbolem jest owa Tiara.

Według prelegenta trzeba zatem ponownie zapytać o to, czy Kościół bez Dogmatu i Tiary jest możliwy? Logika wskazuje, że trzeba odpowiedzieć „nie”. I zachowując tę zasadę nie mogłoby dojść do załamania Tradycji. Coś jednak się zmieniło w Kościele, a obliczem tych zmian jest dziś synodalność.

Paweł Lisicki postawił tezę, że celem synodalności jest zmutowana nowa forma religii, która nie będzie już katolicyzmem. Bo jeśli spojrzeć na postulaty reformatorów, to ma się ona opierać na tym co świeckie i światowe: LGBT, ekologizm, walka z nierównościami społecznymi, formy humanitaryzmu.

Jak mówił publicysta, w sensie dogmatycznym ta nowa religia zakłada przekonanie, że istnieje zasada uniwersalnego i powszechnego zbawienia, z pominięciem kluczowej tu dla katolików roli Kościoła. Jeśli więc przyjąć, że cele synodalności są właśnie takie, to docieramy do tez potępianych przez Kościół. Przyjęcie ich spowoduje jednak wewnętrzne rozbicie.

Publicysta zauważył, że Kościół jest dogmatyczny i uznajemy, że prawdziwa wiara jest potrzebna do zbawienia. Tymczasem w nowej wizji zbawianie miałoby być czymś jak powszechne prawo człowieka, niezależnie od wiary i uczynków. W tej sytuacji mamy do czynienia z negacją i odrzuceniem dogmatu, i takiego rozumienia Kościoła jakie dotąd obowiązywało.

Warto więc sięgnąć do źródeł tak daleko idących zmian. I tu pojawia się Sobór Watykański II. Powstawały wówczas jeszcze tradycyjne schematy, które wyrażały pozytywnie pewne treści wiary i anatemy, odrzucenia błędów. Zyskały one podpis Jana XXIII, ale żaden ze schematów nie został przyjęty. W ich miejsce pojawiły się nowe ustalenia soborowej komisji. Zabrakło potępienia błędów. Pozostał tylko układ pozytywny. Ów brak potępień błędów pozwolił jednak przejść do porządku dziennego z wymogiem ciągłości Kościoła. Prawda mogła stać się czymś zmiennym, nieokreślonym. Pojawiła się wolność religijna, w imię której nikogo nie można przymuszać do wiary. Uznano, że wolność wyboru prawdy należy do człowieka. Taki pogląd skutkuje wnioskiem, że człowiek ma prawo do buntu. Zatem sprzeciw do Objawienia nie jest już grzechem, ale prawem, wynikającym z wolności osoby. Takie podejście paraliżuje wiarę dogmatyczną.

Pojawiło się też przekonanie, że społeczność ludzka ma prawo w każdej sytuacji do sprawowania publicznego kultu – niezależnie czy jest on prawdziwy czy fałszywy. Wcześniej Kościół mówił, że fałszywy kult może być jedynie tolerowany – tu zaś mowa już o prawie. Ów zamęt sprawił, że rozumienie czym Kościół jest, a czym nie jest, stało się trudne do rozeznania. Tak granice między Kościołem a światem zaczęły się zacierać.

W końcu pojawiła się w Kościele myśl dotycząca modlitwy – że jest autentyczna i prawdziwa, niezależnie do kogo jest kierowana i jakiego ma pośrednika. Był to rok 1986, który w efekcie doprowadził nas do Abu Zabi i międzyreligijnego dialogu…

Paweł Lisicki wyjaśnił też czym jest Tiara i dlaczego jest istotna? Tu chodzi o znak istnienia ponadświatowego Autorytetu, który był ucieleśniony w postaci Biskupa Rzymu, i który sprawiał, że władza Boska znajdowała jedynego, prawdziwego reprezentanta na Ziemi. Mowa zatem o podporządkowaniu całej naszej rzeczywistości Prawu Bożemu.

Zatem sytuacja, w której Paweł VI był ostatnim papieżem używającym Tiary, może być symbolem rezygnacji z tego Najwyższego punktu odniesienia. Nastąpiła implozja, ograniczenie uniwersalizmu jaki Kościół i jego władza ziemska reprezentowały. To miało swoje konsekwencje. W kategoriach ideowych było to zerwanie z Tradycją. Umożliwiło to implikację bezbożnych praw w kolejnych państwach. Nie było już ponadświatowego Autorytetu broniącego Prawdy. Brak Tiary osłabił argumentację Stolicy Apostolskiej, mocy za to nabrało prawo człowieka do wyboru.

Paweł Lisicki zauważył, że owo zerwanie z Tiarą zrodziło pytanie o to, na czym polegać ma dziś władza i wszechmoc Boska? I tu dochodzimy do koncepcji, że Boskość może dziś jakoby ujawnić się przez słabość, wycofanie się ze świata, poprzez czułość, miłosierdzie, łagodność.

One jednak nie mieszczą się w wizji chrześcijańskiej, nie pozwalają wyrazić istoty wiary – przekonania, że wiara zobowiązuje. Dziś to ludzie sami wyznaczają sobie standardy. To prowadzi do chaosu.

Czy zatem Dogmat i Tiara są potrzebne? Są, bo bez nich nie będzie Kościoła. Jeśli więc ktoś chce, by Kościół odzyskał swoją siłę, moc, rolę i wierność powołaniu, to te dwa elementy muszą zostać przywrócone i odzyskane. Dogmat, jako wiążąca Prawda – i Tiara jako roszczenie do uznania uniwersalności tej Prawdy.

Jak wskazał publicysta, Prawda, która nie jest apodyktyczna, nie jest zobowiązująca, ale jest dowolna, uznaniowa, przestaje być Prawdą. Tak jak autorytet bez posłuszeństwa całkowicie traci swe znaczenie. Zatem przyszłością Kościoła nie jest synodalność. Przyszłość powinna raczej polegać na powrocie do Prawdy i wskazywania co jest prawdziwe, a co fałszywe. I wiary w to, że za tą wiarą będzie stał autorytet, który będzie jej bronił ze wszystkich możliwych sił.

Synod po niemiecku

W czasie Kongresu nie mogła przejść bez uwagi niezwykle ciekawa debata ekspertów znających realia Kościoła w Niemczech, gdzie droga synodalna jest już faktem. W debacie „Synodalność – studium przypadku niemieckiego” prof. Grzegorza Kucharczyka i red. Pawła Chmielewskiego nie zabrakło emocji, a nade wszystko cennych informacji na temat praktyki dotyczącej drogi synodalnej. Wszak to ona zapewne stanie się wzorem, jeśli niemieckie doświadczenia zostaną przełożone na cały Kościół.

Paweł Chmielewski mówił o głównych założeniach niemieckiej drogi synodalnej. Wskazał na cztery główne tematy, którymi zajmuje się proces: kapłaństwo i celibat, rola kobiet, władza świeckich w Kościele, moralność seksualna. Jak podkreślił, cele te są elementem programu wyrażanego przez europejskie środowiska modernistyczne od wielu dziesięcioleci. Redaktor PCh24.pl zwrócił uwagę na niewielki opór, jaki jest w niemieckim Kościele wobec głównego nurtu drogi synodalnej, a który ogniskuje się wokół kardynała Rainera Woelkiego oraz biskupów Rudolfa Voderholzera i Stefana Ostera. Przeciwko nim prowadzona jest jednak intensywna kampania medialna. Paweł Chmielewski zastanawiał się też, jakie jest tak naprawdę stanowisko Stolicy Apostolskiej wobec Kościoła w Niemczech. Zaznaczył, że z jednej strony widać pewną wstrzemięźliwość i rezerwę, co podkreślają też niektóre decyzje Kurii Rzymskiej z ostatnich lat; z drugiej jednak strony brakuje naprawdę twardej reakcji, a sam Ojciec Święty działa bardzo ambiwalentnie. W efekcie Niemcy są spokojni o możliwość dalszego działania w przyjętych, demokratyczno-egalitarnym modelu.

To co się dzieje w Niemczech ma coraz większy wpływ na bieg zdarzeń w całym Kościele. Ma to związek z wpływami niemieckich hierarchów na politykę Watykanu. O ile, jak mówił prof. Grzegorz Kucharczyk, synody w Kościele nie są czym dziwnym, o tyle ważne jest to kto na tych synodach zasiada. Jeśli zaś spojrzeć na wpływową dziś „reprezentację niemiecką”, nie można zaprzeczyć, że widoczna w tym kraju jest erozja wiary – i takiej jakości też należy spodziewać się owoców. W Niemczech bowiem, jeśli idzie o Kościół, widać znaczące tąpniecie, upadek wiary i gorliwości. Widać mocne trendy rewolucyjne, modernistyczne. Przejawem tego przed laty był choćby bunt wobec Humane Vitae – a zatem mowa tu o odrzuceniu wspomnianej już wcześniej Tiary.

Trzeba o tym pamiętać, bo dziś droga synodalna pozostaje de facto w rękach niemieckich hierarchów i niemieckich świeckich. To demokratyzacja Kościoła i teologia głosu Ludu Bożego, doświadczenia wiary, które mają być wyznacznikiem drogi dla Kościoła. Idee te są obecne w Kościele już od lat 60-tych XX wieku i towarzyszy im myśl Karla Rahnera. Dziś te idee się materializują.

Jak wskazał prof. Kucharczyk, niemiecka droga synodalna wskazuje na cztery grupy tematyczne obrad poszczególnych gremiów, złożonych ze świeckich i duchownych. To władza i podział władzy w Kościele (inkulturacja Kościoła w demokratyczne państwo prawa). To egzystencja kapłańska dzisiaj (odejście od systemu patriarchalnego zrzeszającego mężczyzn). Mowa tam również o tym, że kapłaństwo dziś traci na swej atrakcyjności. Ponadto podejmowany jest temat kobiet w służbie i na urzędach Kościoła. Ostatnim obszarem działań jest życie w udanych związkach, mówiące o przeżywaniu miłości w seksualności i partnerstwie.

Jak mówił profesor, sama potrzeba drogi synodalnej bierze się z ujawnionych nadużyć seksualnych w kościele w Niemczech. Tyle, że skutek pomylono z przyczyną. A jak wiadomo, na fałszywych przesłankach budować można jedynie fałszywe wnioski. Owszem jest tu mowa o cierpieniach ofiar przemocy, ale i o cierpieniach par małżeńskich, które są dyscyplinowane przez sztywne wskazania moralne i cierpieniach tych, co chcą wejść w polemikę z nauką Kościoła.

Sama kościelna etyka seksualna – wedle serwowanej nam narracji – ułatwiała zbrodnię wykorzystywania seksualnego, zaś nauka o czystości jawi się tu jako przyczyna zła. Wniosek? Potrzebne są nowe akcenty w kościelnej nauce o czystości – czyli przezwyciężenie zacieśniających ujęć w kwestiach dotyczących seksualności. Inaczej ujmując, można odnieść wrażenie, że w takim ujęciu to Przykazania są winne temu, że ludzie grzeszą.

Jak zauważył profesor Kucharczyk, w tle pojawia się wątek dotyczący orientacji seksualnej (biologicznie prefigurowanej). Tu jednak uznaje się, że z homoseksualizmu nie można wyjść, a terapie konwersyjne urągają godności człowieka. Mówi się za to o filozofii bycia „normalnym na różne sposoby”. Więcej, z pomocą Pisma Świętego próbuje uzasadnić się cudzołóstwo i wyuzdanie – dokonując przy tym wymyślnych i karkołomnych figur retorycznych. Dekomponuje się też sakrament małżeństwa i postrzega się go nie jako akt podejmowany przed obliczem Boga, ale jako pewien proces, drogę.

Jak zauważył Paweł Chmielewski, w Polsce inspiracje niemieckie dotyczące synodalności już są widoczne. Objawiają się w Kongresie Katoliczek i Katolików, czerpiącym garściami z doświadczeń naszego zachodniego sąsiada. Należy się spodziewać, że wzorzec ów przekładany będzie na cały Kościół. To oznacza, że synodalność, z dużą pewnością, będzie miała niemiecką twarz – erozji wiary i hołdowania światu, albo innymi słowy ujmując, twarz buntu.

Podłożem do przeprowadzenia zmian w Polsce mają być nadużycia seksualne w Kościele. To widać nawet w dokumentach watykańskich dotyczących drogi synodalnej. Zatem punktem wyjścia może być teza, że oto w Niemczech było źle, ale Niemcy znaleźli rozwiązanie. Zatem trzeba sięgnąć po sprawdzone wzorce i zastosować je w Polsce. Podkładką do działań są tu zaniedbania polskich hierarchów i ich fakt ukarania przez Watykan – co ostatnio jest mocno nagłaśniane w mediach. W Niemczech za podobne zaniedbania purpuraci niby ponoszą kary, bo składają dymisje, ale te nie są przyjmowane. Czy to przypadek? Raczej wskazanie przyszłej drogi. Niemieckiej. A to znaczy nic innego jak parcie w kierunku błogosławienia par homoseksualnych, otwarcia na kapłaństwo kobiet czy zamach na celibat…

Podsumowując Paweł Chmielewski zauważył, że choć w Polsce Kongres Katoliczek i Katolików wyprzedził bieg zdarzeń, to należy podjąć działania i włączyć się w proces drogi synodalnej występując z pozycji zdrowej, nie zmąconej modernistycznymi wpływami Nauki Kościoła. Trzeba przypominać, że to Kościół hierarchiczny, a nie synodalny, jest właściwą drogą. Inaczej niemiecka agenda stanie się naszą rzeczywistością.

Być jak ks. Piotr Skarga

Niezwykle wzniosłym i miłym elementem Kongresu było uhonorowanie nagrodą im. Ks. Piotra Skargi dwóch kapłanów przywiązanych do Tradycji: ks. Marcina Kostkę FSPP oraz ks. Grzegorza Śniadocha IBP. Fundatorem nagrody jest Stowarzyszenie im. Ks. Piotra Skargi.

Więcej o nagrodzie i samych nagrodzonych można przeczytać tutaj:

Nagrody im. Ks. Piotra Skargi przyznane. Laureatami ks. Marcin Kostka FSSP i ks. Grzegorz Śniadoch IBP

XVIII Kongres Konserwatywny odbył się w Krakowie 18 września 2021 r. Jego myślą przewodnią było hasło „Synodalność. Koniec Kościoła jaki znamy”. Kongres organizuje Stowarzyszenie im. Ks. Piotra Skargi.

 

 

MA

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(17)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie
Więcej komentarzy

Udostępnij przez